Bo dziecko chce być dzieckiem
I stało się. To na co Małż czekał, aż w ciążę zaszłam, a czego ja się bałam odkąd Małża poznałam. Basen, miłość Małża, co to nie raz mi konkurencję robiła. Basen, mój strach, bo ja to nigdy nie byłam fanką Arielki, morskich wypraw, czy innych wodnych atrakcji. Wanna pełna piany pachnącej to dla mnie zbiornik wodny idealny.
Demolka okazała się córunią Tatusia. Po pierwszych kilku minutach zaskoczenia ilością wody diabli wzięli ostrożność. Tylko się darła jak któreś z nas chciało Ją podtrzymać. Że woda w buzi i nosie? Że ręce i nogi koordynacją to przypominały... Nie, w sumie niczego nie przypominały. Po pół godziny można było nawet na upartego nazwać to pływaniem. W każdym razie było dużo śmiechu, chlapania, okrzyków i radości. A dzieciak przy okazji się pływać uczył. Na wesoło.
W pewnym momencie dwójka dzieciaków się zbliżyła. Jeszcze nóg do basenu nie włożyli, a już padły rozkazy
-Ty kraulem, a ty jedna strona kraulem, a w drugą na plecach. Cała długość basenu!
I to dopiero początek był. Potem już cały czas było słychać, że mają mocniej, szybciej, więcej, dokładniej, lepiej. Cały czas kolejne zadania, długości, style, wyławiania.
Nie na mnie krzyczano, a ja stres czułam. Kpiące spojrzenie, że zamiast pływać to tylko się chlapię, też czułam. Cóż... Mówi się trudno i płynie się dalej. Albo chlapie, jak w moim przypadku.
Kolejne rozkazy, kolejne polecenia, Dziadzio trener zatrzymujący obcych ludzi, bo "Pani spojrzy! Czterech lat jeszcze nie skończył i jak pływa!"
Faktycznie. Pływał świetnie. Jego starsza siostra też. Tylko te miny bez cienia uśmiechu. Te próby odpłynięcia do zjeżdżalni, gdy tylko dziadek wzrok odwrócił. I ten chłopiec, co pewnym momencie na Demolkę pokazał i płaczliwym głosem zapytał
-a dlaczego ona może się bawić???
Dzieci są dziećmi. Mają się bawić. Cieszyć się życiem. Zarażać swoim beztroskim uśmiechem i radością cały świat. I wiem, że żeby talent się rozwijał potrzebne jest mnóstwo pracy. Mnóstwo ćwiczeń, mnóstwo wsparcia ze strony dorosłych. Bo to od dorosłych zależy, czy talent nie zginie przez słomiany zapał. To dorośli dopingują, wspierają w słabsze dni, motywują. Ale dziecko ma prawo być dzieckiem. Ma prawo się cieszyć i bawić. I uczyć się przez zabawę też ma prawo. Bo jest dzieckiem.









Pytanie, który przyszło mi na myśl to:
OdpowiedzUsuńCzy chodzi o dziecko (dzieci), czy może chodzi o ambicje 'trenera'?
Tak jest - właśnie przez zabawę jest skuteczna nauka. Jeżeli w czymś jest frajda, przyjemność to dużo chętniej dziecko będzie się tym zajmować.
Przynajmniej ja tak sądzę :)
Wchodząc do basenu wydawali się naprawdę zwykłymi dzieciakami... Ale Nie pozostawiono nawet 5 minut na swobodną zabawę. Na radość z chlapania się. Żal mi ich było. A Tenera Dziadka się sama bałam ;)
UsuńSzkoda tych dzieci. "Trener" zabiera im w ten sposób miłość do tego co robią, zabiera im pasję, zabiera dzieciństwo :(
OdpowiedzUsuńMnie się nasunęła taka myśl po przeczytaniu Twego wpisu, że najgorsze są skrajności - albo się dorośli zupełnie dziećmi nie interesują, ale je trenują (żeby nie użyć dobitniejszego słowa). Szkoda dzieci, bo przecież można się uczyć przez zabawę, a i efekty nie raz dużo lepsze.
OdpowiedzUsuńDobrze wiedzieć, że są jeszcze Tobie podobni ludzie, którzy zauważają takie sytuacje. Pozdrawiam ;)
Biedne dzieci... Nie rozumiem przelewania własnych niespełnionych ambicji na dzieci/wnuki -.-
OdpowiedzUsuń