Prezenty na święta dla dzieci
Święta coraz bliżej, szał prezentowy w pełni. I takie przemyślenie z rana.
Kultowy przypadek tatusia kupującego swoje spełnienie marzeń - kolejkę. Znacie? Niby dla syna, bardziej dla ojca. Teraz w okresie zakupowym ten obrazek staje mi przed oczami coraz częściej. Nie wierzę, że roczna dziewczynka ma już tak zdecydowane upodobania, że musi mieć w pokoju wszystko z motywem księżniczek Disney'a, czy całą kolekcję oryginalnych akcesoriów dla lalki. Że 10-miesięczne dziecko marzy o dużym aucie na sterowanie pilotem, czy właśnie o ozdobie na ścianę. A dwulatka dostanie załamania nerwowego jak pod choinką nie dostanie dwupiętrowego domku dla lalek. Trudno wierzyć, że dziecko potrzebuje pokoju zasypanego zabawkami. Może jestem w błędzie, ale przecież nie jest w stanie się tym wszystkim na raz bawić.
Dużo rzeczy mi się podoba. Myślę, zastanawiam się co kupić Demolce. I wiecie co? Cieszę się że sama mówi co chce, gada. Więc co z tego, że mnie podoba się zabawka ręcznie szyta, że lalka. Ona chce puzzle. To dostanie. Chciała samochód? To dostała. Lalki ma w nosie? Cóż. W takim razie zakup, pomimo tego, że uważam je za świetne, byłby bez sensu. Bo "zabawka na dłużej i za jakiś czas NA PEWNO się pobawi" to jakoś mało wiarygodna dla mnie. Są dzieciaki, które marzą o tych właśnie rzeczach. Ale widząc ten szał zakupów jaki ogarnia rodziców, to niejednokrotnie wątpię że to spełnianie marzeń dziecka...
Jak rodzic chce się bawić, to niech dla siebie kupi... A dziecku do szczęścia czasem wystarczy miła przytulanka zamiast drogich zabawek o których marzy mama, czy tata. Bo to prezenty i radość dla dzieci, a nie rodziców ma być.









Dobrze napisane :)
OdpowiedzUsuńamen. :)
Jak patrzę na dzieci w mojej rodzinie, to raczej nie rodzice a reszta je rozpieszcza...ciocie, wujkowie przy każdej wizycie, tak się utarło u nas dajemy coś dzieciakom choćby drobiazg, ale zawsze. Tym bardziej jak odwiedza się swoich chrześników...i tak oto ich pokoje zamieniły się, chcąc nie chcąc w sklepy z zabawkami. I powoli zaczyna się u naszego Tymka... właściwie my chyba jeszcze nie kupiliśmy mu żadnej zabawki, bo nie ma takiej potrzeby. Na pewno to jest jakaś przesada z tymi zabawkami, ale z drugiej strony pójść z gołymi rękami? Też sobie nie wyobrażam.
OdpowiedzUsuńU nas unikałam tego - raz, że na początku to ciuszki kupowali wszyscy (czemu różowe?!? nie wiem do dziś), a potem to raczej pytali co mogą kupić (w ten sposób mamy pokaźna biblioteczkę). Dziś Demolka zbiera sobie kasę. Odkłada do skarbonki i wszystkim się chwali, że na rowerek ;D
UsuńNo cóż na początku, to wiadomo, że rodzice decydują, bo jak berbeć jest mały, to sam niestety nie powie co by chciał:) ale nie wyobrażam sobie, że pewnego dnia B. powie mi że chce np. auto, a ja mu kupię "dizajnerskie" klocki, bo mi się będą podobać:))
OdpowiedzUsuńzgadzam się z Tobą . ;) często rodzice chcą spełniać na dziecku swoje marzenia ,a to do niczego dobrego nie prowadzi niestety ..
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ;)
A Cali chce lalkę, taką dzidzię małą. Co jesteśmy w sklepie, jakimkolwiek to na bobaski pokazuje i mówi, że chce.
OdpowiedzUsuńA mama się lalkami nigdy nie bawiła i nie umie się nimi bawić. :D
Ok, ale sama chce :) To Jej marzenie. A na widok chłopca stojącego w sklepie obok rodziców zafascynowanych jakimś dużym autem elektrycznym (dzieciak wyglądał na znudzonego) to tak jakoś... Trudno nie myślec, że to marzenie rodziców, a nie dziecka :) Zwłaszcza po "no nie rób takiej miny! Kto by się z takiego nie cieszył! fajne?", a młody co moment w stronę klocków zerkał tylko...
UsuńU nas trzeba się jednak wykazać własnymi przemyśleniami. Bo Młody coś chce, bardzo, bardzo, bardzo a potem dana rzecz stoi i się kurzy. Z drugiej strony o istnieniu innych zabawek nie ma pojęcia, więc nie ma podstaw o nich marzyć. :) Ale, ale - masz 100% racji, że trzeba uważnie słuchać pasji swoich dzieci i w tym ich wspierać, a nie realizować własne niespełnione marzenia z dzieciństwa.
OdpowiedzUsuńWłaśnie o te marzenia rodziców chodzi :)
UsuńBo że dzieciaki słomiane pasje mają to inna para butów. Ale żeby z czystym sumieniem móc powiedzieć, że od A do Z się o dziecku pomyślało, a nie o swoich niespełnionych marzeniach, o swoich planach.
Ja zapytałam moją małą co by chciała dostać. Odpowiedziała mi 'kuciki' - kuleczki czyli płatki śniadaniowe. A drugim marzeniem jest 'koparka'. Mało wymagające to moje dziecię.Tak więc dostanie puzzle z koparką i całą paczkę płatków tylko dla niej ;)
OdpowiedzUsuńA co do głównego tematu zgadzam się. Nie raz czytając bądź oglądając jakie to prezenty dostawali rówieśnicy mojej córki zastanawiałam się dla kogo ten prezent właściwie jest..
Ja kupiłam sobie-Agnieszce lalkę "szmacianą" z włosami z wełny :) Normalka :) Po prostu chcemy, by nasze dzieci miały wszystko. Zwłaszcza, jeśli sami mieliśmy niewiele.
OdpowiedzUsuńI tak sobie myślę, że to nie jest problem. Problem jest wtedy, gdy dziecko tymi zabawkami musi bawic się samo, bo mama ma dla niego nową kolejke, ale nie ma chwili czasu, zeby wybrać się z nim w podróż po dzikim zachodzie.
Znam niestety osoby, które w spełnianiu własnych marzeń totalnie zapomniały o marzeniach dzieci :( I tak chłopiec kochający samoloty na święta dostanie kolejny czołg :/ Bo Tatuś i Dziadek w wojsku czołgami jeździli i im się podobają.
UsuńNiestety są takie skrajności :(
Agusia jeszcze malutka, nie da znac "mamo, chce buldożera" ;)
Kubuś zapytany o to co chce dostać od Mikołaja wskazał na szczotkę do zamiatania :D
OdpowiedzUsuńTo dobre dziecko! Moja od sprzątania trzyma się daleko ;)
UsuńMłody ma tysiąc zabawek bo co chwila ktoś go czymś obdarowuje. Od dłuższego czasu walczę ze wszystkimi, żeby przestali za każdym razem mu coś przynosić. On i tak ma 2-3 ulubione zabawki a ostatnio zwykła pluszowa miękka piłeczka robi furorę bo można ganiać za nią po całym mieszkaniu. Najgorsze jest to, że zbliżają się święta a potem jego pierwsze urodziny i już mnie wszyscy męczą pytaniem "co mu kupić". Ja uważam, że nasze pokolenie i pokolenie naszych rodziców próbuje nadrobić to, że kiedyś nic nie było. Nie rozumiem tego bo ja miałam bardzo mało zabawek i jakoś żyję i mam się dobrze. Ostatnio podczas wizyty w sklepie dziecięcym, to mi się śmiać chciało jak to dziadek i babcia pytają sprzedawczynię "co jest teraz modne, bo wie pani to musi być modne i drogie bo inaczej dziecko będzie niezadowolone". Najlepsze jest to, że owo dziecko ma 7 m-cy :) Myślę, że mu wszystko jedno co dostanie, bardziej to rodzice będą niezadowoleni jak nie będzie to zabawka znanej marki i baaardzo droga ;)
OdpowiedzUsuń