Trudny temat: o niepełnosprawności.
Wspominałam tydzień temu o Fundacji Verba. Całą sobą popieram prowadzoną przez nich działalność.
Cóż, kwestia niepełnosprawności dotyka Matkę bezpośrednio. Kwestia akceptacji przez dzieciaki również.
Ile nocy Matka przeryczała przez to, że gdy odbierając brata z przedszkola widziała jego samego w kącie, a resztę dzieci bawiących się uroczo z panią opiekunką na drugiej części sali.
Ile razy Matka i pozostałe rodzeństwo stawali się ofiarami niezrozumienia, wyśmiewania przez inne dzieciaki. Tylko dlatego, że nasz brat się wyróżniał...
Ile razy Matka, czy brat najstarszy wracali z podbitymi oczami* i innymi siniakami, bo w wieku, gdy słowna argumentacja nie działała, tłumaczyliśmy rówieśnikom siłowo.
Ile razy my... A ile razy nasz brat? Ile razy, gdy nie było mnie, czy nikogo innego kto powstrzymałby atak... Na szczęście zazwyczaj słowny...
A wszystko przez to, że tamte dzieci nie wiedziały. Nie wiedziały, że inny znaczy tylko inny. Nie gorszy. Nie były w domu nauczone, że powinno się traktować normalnie. Że wyśmiewanie, odsuwanie się, gnębienie nie pomoże, a tylko spapra życie niepełnosprawnemu i jego rodzinie. Która sama ma dość problemów! Kwestia niepełnosprawności fizycznej, umysłowej jest ważna! To, że rodzice mają zdrowe dziecko nie zwalnia ich z obowiązku wytłumaczenia, wyjaśnienia sytuacji. Odpowiedniego wyjaśnienia. Małe dzieciaki mają wrodzony dar traktowania ludzi tak samo. Nie zauważania, nie szufladkowania tego co my dorośli nazywamy niepełnosprawnością.
Tak, często to dorośli zaszczepiają uprzedzenia, błędny sposób myślenia... Tak często dorośli nie wiedzą jak poradzić sobie z trudnym tematem i go unikają. A internet, grupa rówieśnicza raczej pozytywnych wzorców nie nauczy. Przynajmniej nie ma takiej pewności.
Na przeciw tej trudności wyszła niedawno Fundacja Verba. Wydała miłe dla dziecięcego oka książeczki pokazujące, że osoba na wózku to tak samo żądny przygód dzieciak jak każdy inny zdrowy. Dzieciak, który bez większego problemu osiąga cele wraz ze zdrowymi kolegami.
Kto chce zdobyć książkę? 4 mam dla Was.
Miała być rozdawajka... Ale nie ma tak całkiem łatwo! Chce Matka się dowiedzieć w jakich sytuacjach najbardziej zaskoczyło Was dziecięce postrzeganie świata, dziecięce myślenie. Krótko i na temat :) A jak ktoś naprawdę pomysłu nie ma, a chciałby książeczkę to i zwykłe ZGŁASZAM SIĘ! wystarczy.
To nie konkurs na kreatywność, potrzebuję energii jaką dostarczyć może tylko i wyłącznie dziecko. Takie nie zepsute jeszcze przez doświadczenia życiowe :)
Czekam na zgłoszenia do soboty! W niedzielę rano wylosuję i podam zwycięzców. A jak grzecznie podadzą adresy to w poniedziałek wysyłka. Co Wy na to?
Odpowiedzi zbieram tu pod postem (zaznaczcie maila lub coś, bo podobno bezpieczniej), lub na FB :)
*wmawiając naszej Pani Matce, że wyrżnęliśmy gdzieś, by jej kłopotów nie przysparzać... Chyba była przekonana, że najbardziej urazowe ofiary losu się jej trafiły










Moja mała ma dopiero 9 miesięcy, więc jeszcze nie mogę odpowiedzieć na pytanie... Ale chętnie wezmę udział w losowaniu. Książeczka przyda się kiedyś szczególnie, że dotyczy takiego ważnego tematu. :-) Więc ZGŁASZAM SIĘ. monikaburblis@interia.pl Pozdrawiam... :-)
OdpowiedzUsuńi ja chętnie się zgłoszę, choć moja półroczna Milenka jeszcze niestety elokwencją nie błyszczy :) temat ważny i dziecię trzeba będzie uświadamiać :) mój e-mail: mamania1blog@gmail.com
OdpowiedzUsuńNiestety moje łobuziaki też jeszcze za małe i na pytanie odpowiedzieć nie mogę. Ale zgłaszam się! Chce od początku uczyc chlopcow tolerancji,a tymbardziej chce uczyc jednego synka ze w niczym nie jest gorszy od innych dzieci -mamy podejrzenie lekkiego porazenia dzieciecego.Podaje meila-annagajowiak89@gmail.com
OdpowiedzUsuńMój syn ma prawie 7 lat. Miałam w tym roku dylemat, dotyczący tego, czy zapisać dziecko do szkoły do klasy integracyjnej (czyli takiej, do której uczęszczają również dzieci z orzeczeniami), czy do zwykłej klasy, w której nie ma dzieci niepełnosprawnych. Ostatecznie Mati wylądował w klasie zwykłej, nieco bardziej licznej, pod opieka tylko jednej nauczycielki. Dlaczego? Dlaczego nie wybrałam mniej licznej klasy, w której są dwie Panie i nauka idzie nieco innym trybem, bo dostosowana jest do dzieci z orzeczeniami?
OdpowiedzUsuńNie dlatego, że są w niej dzieci niepełnosprawne! Uważam, że w dzisiejszym świecie bardzo ważne jest zacieranie i niwelowanie różnic, które powstają między dziećmi "normalnymi", a dziećmi niepełnosprawnymi. "Jednak w takich klasach najważniejsze są nie mała ilość dzieci i nie dwie panie, które się nimi zajmują, ale podejście rodziców. Bo jeśli 80 % osób zapisuje dziecko do takiej klasy tylko i wyłącznie dlatego, że jest ona mniej liczna i zdrowemu dziecku daje lepszy start, bo większą uwagę przykłada się do dzieci, które z materiałem sobie nie radzą (nawet jeśli orzeczenia o niepełnosprawności nie mają), a niewiele uwagi poświęca się szeroko rozumianej integracji wychodząc z założenia, że dzieci razem przebywają, to się polubią, to chyba nie do końca wygląda to tak, jak było zamierzone. Takie są moje obserwacje. Po rozmowach z rodzicami, po rozmowach z innymi dziećmi widzę, że potrafię sama lepiej dziecko nauczyć rozumieć i akceptować inność drugiego człowieka. Być może idea szkół i klas integracyjnych jest dobra, ale by faktycznie zadziałała musi zmienić się przede wszystkim podejście nas - dorosłych. To my musimy zrozumieć, że klasa integracyjna to nie mniejsza liczba uczniów, ale nastawienia na to, by dzieci całkowicie sprawne zaakceptowały inność i były gotowe w tej inności uczestniczyć, nie odrzucając innych ze względu na to, że czegoś nie potrafią lub zachowują się inaczej niż większość. Klasy integracyjne powinny uczyć tolerancji, a obecnej chwili w moim odczuciu tego nie robią.
Być może to, co napisałam jest nieco chaotyczne, ale mam nadzieję, że w większości zrozumiałe.
Mam nadzieję, że nasze dzieci będą potrafiły wykorzystać ideę klas integracyjnych, bo my niestety jeszcze tego nie umiemy.
mail: 84vocal@gmail.com
My z klasy integracyjnej zrezygnowaliśmy po 3 latach przedszkola... O ile na początku opiekunka była taka co faktycznie chciała coś zrobic, tak kolejne były zadowolone, gdy brat siedział w kącie i się nie odzywał...
UsuńTeraz chodzi do ośrodka specjalnego i jest tam szczęśliwy :) Aż chce tam jeździc i już odlicza dni do końca wakacji :)
Ja pamiętam lata szkoły podstawowej mojej siostry, która co prawda nie miała orzeczenia o niepełnosprawności, ale była dzieckiem nadpobudliwym. Wtedy nadpobudliwy = niewychowany, niegrzeczny. Dzieci się od niej odsuwały, nie chciały się z nią bawić, siedzieć w ławce, być w grupie. Przez to rodziły się konflikty, pojawiały się problemy nie tylko z rówieśnikami, ale i w nauce, w domu... Tylko dzięki pracy mojej mamy, mojej i doskonałej terapeutki, która podeszła do sprawy nadpobudliwości bardzo fachowo, a przede wszystkim dzięki uporowi mojej siostry może się ona w tym momencie pochwalić gronem wypróbowanych znajomych, otwartym indeksem na uczelnie wyższe po wygraniu olimpiady ogólnopolskiej i tym, że jej dziecięca wrażliwość, wystawiona na ciężką próbę w latach młodości przetrwała i dorosła, bo już pełnoletnia dziewczyna pamiętając jeszcze pewne rzeczy reaguje bardzo żywiołowo na każdą niesprawiedliwość dotykającą dzieci odrzucone przez najbliższe otoczenie.
UsuńIm więcej tej wrażliwości i zrozumienia będzie się pojawiać, tym lepsza, bo naturalna będzie integracja z dzieciakami niepełnosprawnymi.
Moi Chłopcy może i są jeszcze mali ale już teraz potrafią pokazać mi swoje spojrzenie na świat. Dla nich wszystko jest fascynujące. To co dla mnie jest zwykłą nitką albo plastikową butelką- dla nich jest CZYMŚ, czym można się opleść, do czego można nalać wody, zrobić z tego grzechotkę. Ich świeże spojrzenie, nie skażone stereotypami codziennie pokazuje mi, że każdy z nas tak powinien potrafić- czerpać przyjemność z każdej drobnej rzeczy.
OdpowiedzUsuńZwłaszcza Mikołaj mnie zachwyca. Ma bardzo dużą wadę wzroku, dorosły człowiek zaraz by znalazł w związku z tym tysiąc usprawiedliwień, żeby nie pracować, nie uczyć się, nie działać. A on na przekór wszystkiemu, rozwija się zjawiskowo, jest pogodny, inteligentny, bardzo bystry i ciekawy świata! A co najważniejsze wcale go nie interesuje czy ktoś się z niego śmieje czy dziwnie na niego patrzy. Nakłada swoje okularki i cieszy się, bo widzi jaki piękny jest ten świat!
Dorośli zdecydowanie powinni brać przykład z dzieci!
marta.skrzypiec@gmail.com
Właśnie takich wpisów potrzebuję :)
UsuńDziękuję Ci Martuś!
A z wadą Miki da sobie radę! Nauczy się z nią życ :)