Matka zła
Chyba muszę nazwę bloga zmienić. Na "Dajcie mi żyć po swojemu". I wstawić obrazek jak Matka łbem w mur wali.
U jednych obce baby dzieciom czapki ubierają. U innych drą się, że dziecko zamarznie.
U nas wiecznie akcja buty. Demolka boso świat poznaje. Tylko na zewnątrz zakładamy (na podwórko już nie).
W chuście duszę. Głodzę, bo słodyczy nie daję.
Nie dbam, bo bez czapki i bluzy (w upały, ale "to dziecko!")
Wydziwiam, bo nie wszystko Demolka jada.
Męczę, bo wymagam pomocy przy sprzątaniu zrobionego przez Demolkę bałaganu.
Popisuję się (!!!), bo na plac zabaw i do biblioteki zabieram.
Wszystko wszystkim, ale żeby się w to obcy ludzie wpieprzali? Matka nikogo nie indoktrynuje. Nawet, gdy coś zupełnie nie zgodne z moim podejściem. Gdy widzę latem noworodka w sztywnych adidasach i grubym polarze zaciskam zęby. Tak samo patrząc przez okno na 9-miesięczną panienkę targaną, znaczy się prowadzaną drogą, "bo się chodzić musi nauczyć". Pomyślę sobie nie raz po swojemu coś, ale drzeć się, że "zła matka" nie potrafiłabym. Jak ktoś pyta, czemu robię tak, a nie inaczej, chce dyskutować to powiem. Zasugeruję. Ale tylko wtedy.
Jak to ktoś powiedział: "nie mój cyrk, nie moje małpy"...
Matce marzy się dzień w którym nie usłyszy słowa krytyki ...
Dziękuję z całego serca za inspirację do posta. Sąsiadko! Wspaniała jesteś!









Nie da Ci tego ojciec, nie da Ci tego matka, co może dać Ci dzisiaj Twa bliska sąsiadka ;)
OdpowiedzUsuńŻartujesz na plac zabaw i do biblioteki dziecko zabierasz faktycznie w głowie Ci się poprzewracało. Jeszcze nie daj bóg się czegoś nauczy :) Pozdrowienia dla sąsiadki ( ja Grzesiowi też czasami nie zakładam czapki )
OdpowiedzUsuńTwoja sąsiadka zawału by dostała jakby zobaczyła nas :)
OdpowiedzUsuńNormalka, tak było, jest i będzie :)
Ja to większość olewam i tak wiem lepiej ;) A dziecię zdrowe jak ryba
Ja na wsi to za patologię uchodzę :D Ewentualnie "przyjechała paniusia z KRK i się w dupie poprzewracało" ;)
UsuńA młoda brudna, ale szczęśliwa. I żyje! pomimo chusty ;)
Ja do tej pory pamiętam minę ciotki narzeczonego jak zobaczyła, że ma on Huberta w chuście. Takiego obrzydzenia i niedowierzania na twarzy w życiu nie widziałam :P Co najlepsze 2 godziny się tak patrzyła, w ogóle jej nie przeszło :D
OdpowiedzUsuńTy jesteś mamą i doskonale wiesz co dla Twojego dziecka jest najlepsze, nikomu nic do tego! Ale zawsze ktoś "miły" swoje trzy grosze musi od siebie dorzucić... też mnie to irytuje, choć przyznaje - nie każda "rada" jest zła i zdarza mi się korzystać :) Nie lubię tylko bezczelności :)
OdpowiedzUsuńA bo to ciężko zrozumieć że ktoś mógł, że ośmielił się zrobić coś inaczej jak ja. A Przecież tak jak ja robię to jedyna słuszna i sprawiedliwa droga (do zbawienia) ;)
OdpowiedzUsuńTeż mnie tak często nawracają. Ostatnio bo za cienko Młodego ubieram i nie zakładam mu czapy jak nie ma ostrego słońca. No przecież umrze z wyziębienia na 25 stopniach bez polara, nie? ;-)
Ech... ludzie potrafią czasem dobić, ale powinni spojrzeć na dziecię - skoro szczęśliwe, to znaczy, że matka wie, co robi i dziecku na pewno nie dzieje się żadna krzywda. A o chuście słyszałam same pozytywne opinie i na pewno się w niej dziecko nie dusi. Co za ciemnota;)
OdpowiedzUsuńnie daj się zbałamucić ;)
OdpowiedzUsuńMoże to faktycznie kwestia małej miejscowości? Co oczywiście nie usprawiedliwia wtrącania się ale jak sama na wsi mieszkałam, to wiem, że ludzie uwielbiają się wtrącać w życie innych.
OdpowiedzUsuńTeraz mieszkam w wielkim mieście ( aż 80 000 mieszkańców ;P ) i nie narzekam. Sąsiadkę znam jedną :) Ludzie na ulicy na widok chusty uśmeichają się i mówią: o jakie fajne; albo: pewnie dziecko szczęśliwe, bo blisko mamy.
Parę razy ktoś powiedział, że noszę jak cyganka ale nie wyczułam w tym jakiejś szczególnej złośliwości.
I zapraszam do mnie:
http://mniamisz.blogspot.com/